Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej Maciej Kobyliński, prezydent Słupska zaprezentował swoją nową twarz. Był grzeczny wobec radnych, przedstawił solidne sprawozdanie ze swojej działalności i nie upierał się przy rozwiązaniach,które budziły wątpliwości (np. sprawa cięcia dotacji dla przedszkoli niepublicznych.
Myślałem , że rzeczywiście zaczyna się jakaś odnowa po okresie błędów i wypaczeń. Myliłem się. Przekonałem się o tym boleśnie w miniony piątek, gdy w ratuszu, podczas prezentacji najnowszej wersji projektu technicznego parku wodnego zostałem bezpardonowo i brutalnie zaatakowany przez pana prezydenta.
- Pan od 15 lat szuka tylko negatywów. Co pan po sobie zostawi? – krzyczał przy gościach spoza miasta prezydent Kobyliński.
Byłem bardzo zaskoczony, bo prezydent wybuchł, gdy jako jedyny dziennikarz ośmieliłem się zadać kilka moim zdaniem podstawowych pytań, które się nasuwały, bo projektanci zaprezentowali mocno zniemiony projekt w stosunku do wcześniej pokazywanych wizualizacji. Dlatego zapytałem:
1) Ile będzie kosztowała godzina pobytu w parku wodnym?
2) Na jaką kwotę szacuje się koszty eksploatacji kompleksu?
3) Czy przy planowaniu dochodów z działalności aquaparku w Słupsku wzięto pod uwagę to, że rodzina Lubiczów rozpoczyna już budowę parku wodnego w Ustce?
- Uchylam to pytanie – zdenerwował się ponownie prezydent Kobyliński i zaczął mi wypominać, że po premierze Tusku powtarzam stwierdzenie, że buduje bizantyjski obiekt.
Na dodatek jego najbliższy współpracownik zaczął mu przytakiwać , podkreślając , że wszystko powinienem sobie wyczytać w materiałach, które dostałem już wcześniej.
Problem w tym, że te projekty, które zobaczyliśmy w piątek, wyglądały zupełnie inaczej niż te prezentowane wcześniej. Na szczęście na sali siedział także Bartosz Gwóźdż-Sproketowski, dyr. Wydziału Rozwoju Miasta, który profesjonalnie, rzeczowo i bez emocji wyjaśnił, co trzeba.
Po uzyskaniu tych informacji postanowiłem wyjść z sali. Wtedy usłyszałem, że jestem niegrzeczny. Jakby pan prezydent nie zauważył, że część dziennikarzy już dawno wyszła ze spotkania.
Na tym jednak się nie skończyło, bo gdy wróciłem do redakcji, pan prezydent zadzwonił na moją komórkę. Rzekomo, aby mnie przeprosić za formę rozmowy ze mną. Byłem nawet gotowy te przeprosiny przyjąć, ale w trakcie rozmowy pan prezydent zaczął mnie ponownie obrażać. – Nie mam ochoty tego słuchać -odpowiedziałem i przerwałem rozmowę. Wtedy pomyślałem , że pan prezydent Kobyliński jednak się nie zmienił.
Dodano: 14 lutego 2011 (poniedziałek). Autor: marucha. Komentarzy: (48)
Opublikowano w Bez kategorii
Tagi: konferencja, prezydent, slupsk
Liczy się nie tylko argument, ale także kontekst, w którym się go używa – powtarzała mi wielokrotnie jedna z moich nauczycielek ze szkoły średniej. Wczoraj przypomniałem sobie to zdanie, gdy w słupskim ratuszu słuchałem dyskusji na temat uchwały dotyczącej zamiaru likwidacji SP nr 7. Bo faktycznie argumenty, które używał prezydent miasta, jego współpracownicy i wspierający go radni nie są pozbawione sensu i mają racjonalne, a przede wszystkim ekonomiczne podstawy.
Rzecz jednak w tym, że nie da się ich oceniać bez spojrzenia na kontekst. Nim zaś nie jest przede wszystkim ogólnopolska akcja zamykania szkół, którą wymusza niż demograficzny i polityka rządu narzucającego samorządom nowe obowiązki bez wystarczających pieniędzy, ale olbrzymie, prawie 300-milonowe zadłużenie miasta, do którego razem doprowadzili przez lata radni i prezydent miasta. Teraz jedni krytykują drugich, a jeszcze inni przez ostre cięcia chcą wyjść na prostą i uniknąć plajty miasta. Oczywiście w takiej sytuacji liczą się głównie argumenty ekonomiczne i dyktat większości, a prawda nie jest mile widziana. Wcale mnie więc nie dziwi, że radni PO i lewicy szybko zapomnieli, jaką strategię oświatową niedawno uchwalili. Trochę tylko zdziwili mnie radni lewicy, którzy podobno mają serce po lewej stronie i zawsze bronią słabszych. Wcale nie zdziwił mnie natomiast prezydent Słupska, choć niedawno na spotkaniu z emerytami ZNP zapewniał, że nic nie będzie likwidował w oświacie. Przyzwyczaiłem się bowiem już do tego, że prezydentowi Kobylińskiemu zdarza się co innego deklarować, a co innego robić. Liberałowie z PO też mnie nie zaskoczyli, bo dla nich zawsze wynik ekonomiczny i interesy środowiskowe były w cenie, a mają przecież o co walczyć, bo trudna koalicja z prezydentem miasta jest dla wielu z nich mocno opłacalna. Wcale więc się nie zdziwiłem, ze nie protestowali, gdy prezydent Słupska zaczął wczoraj kpić z nauczycieli, proponując im pracę w parku wodnym, którego kosztowne utrzymanie być może spowoduje konieczność likwidacji następnych szkół. Obym się mylił.
Zbigniew Marecki
Dodano: 26 stycznia 2012 (czwartek). Autor: marucha. Komentarzy: (13)
Opublikowano w Bez kategorii
Tagi: dzieci, likwidacja, slupsk
Wiele wskazuje na to, że Szkoła Podstawowa nr 7 w Słupsku będzie pierwszą ofiarą budowy parku wodnego. Choć nikt w nim jeszcze nie pływał, to już wiadomo, że koszty jego bieżącego utrzymania będę wynosić kilka milionów złotych rocznie. Tak naprawdę jeszcze nie wiadomo ile, ale na wszelki wypadek, aby nie zabrakło pieniędzy w budżecie, prezydent Słupska chce już zamknąć szkołę, której utrzymanie kosztuje rocznie 1,7 miliona zł .
Jeszcze do niedawna myślałem, że wiceprezydent Krzysztof Sikorski, ze swoim pomysłem przeniesienia SP nr 7 do SP nr 2 , został wypuszczony przez prezydenta Macieja Kobylińskiego w roli zająca, który ma sprawdzić nastroje społeczne, aby dobry car mógł się z tego pomysłu wycofać i zrzucić wszystko na podwładnych, tym bardziej że podczas obchodów 50-lecia organizacji seniorów przy ZNP w Słupsku publicznie zapewniał, że niczego nie zamierza w słupskim szkolnictwie likwidować. Wyszło jednak na to, że nie można się do takich obietnic zbytnio przywiązywać, bo w miniony czwartek tuż przed spotkaniem z przedstawicielami rodziców i nauczycieli SP nr 7 pan prezydent powiedział, że przyszedł postawić kropkę na i . A tą kropką ma być przeniesienie SP nr 7 do SP nr 2. Prawdopodobnie już zaklepane podczas nieformalnych rozmów z radnymi lewicy i PO.
Właściwie powinno mi to być obojętne, bo moje dzieci wyrosły już z wieku, gdy chodziły do podstawówki, ale ponieważ przez pewien czas uczyłem w szkole i w słupskim samorządzie przez cztery lata uczestniczyłem w tworzeniu organizacji szkolnictwa po 1989 roku, to jeszcze doskonale pamiętam, że naszym ideałem były małe, środowiskowe szkoły, do których uczniowie chodzą na jedną zmianę. Wychodzi jednak na to, że te ideały diabły wzięli, a pieniądze się teraz bardziej liczą niż dobro dzieci, choć wszyscy decydenci mówią o nim na każdym spotkaniu, podczas którego przekonują, że gorsze rozwiązanie będzie lepsze.
Nie jestem naiwny, więc doskonale zdaję sobie sprawę, że słupski samorząd sporo dokłada do subwencji oświatowej, którą przekazuje miastu rząd, ale wiem też że poszliśmy w bizantyjską inwestycję, która pożera budżet miasta i wcale nie musi dawać prognozowanych dochodów(choćby ze względu sporą konkurencję w zakresie letnich i całorocznych parków wodnych w regionie), a efekt j jest taki, że miasto musi ostro zaciskać pasa i już przerzuca część swoich zobowiązań wobec dostawców mediów z roku na rok.
Dlatego jako mieszkaniec miasta apeluję do radnych miejskich, aby się dobrze zastanowili. Skoro wielu z nich poparło pomysł budowy parku wodnego, to niech pomyślą, czy za tę decyzję muszą w pierwszej kolejności zapłacić najmłodsi mieszkańcy miasta? A może rzeczywiście lepiej byłoby, jak zaproponował radny Bogusław Dobkowski, przenieść V LO do budynku III LO? Na to rozwiązanie pewnie się jednak nie zgodzi radny Wojciech Gajewski, były dyrektor V LO, który broni jego interesów na różne sposoby. Problem w tym, że interesów SP nr 7 nie ma kto bronić w Radzie Miejskiej, więc pewnie los tej szkoły jest przesądzony, choć po jej przeniesieniu w rejonie ulicy Kilińskiego powstanie pustynia oświatowa.
Dodano: 7 stycznia 2012 (sobota). Autor: marucha. Komentarzy: (23)
Opublikowano w Bez kategorii
Tagi: oświata, przeniesienie, slupsk
W Polsce mężczyźni żyją prawie o 10 lat krócej niż kobiety – stwierdził w 2010 roku Główny Urząd Statystyczny . – Mężczyzna przeciętnie żyje 71 lat, kobieta około 80. To największa różnica w całej Europie, choć wszędzie kobiety żyją dłużej – uściślił Wiesław Łagodziński, rzecznik GUS .
Z kolei doktor Bogdan Wojtyniak z Państwowego Zakładu Higieny wyjaśnia, że mężczyźni są słabsi biologicznie od kobiet. Według niego innym powodem takiej sytuacji jest niezdrowy tryb życia, jaki prowadzą mężczyźni, bo więcej palą, źle się odżywiają i są bardziej narażeni na różne niebezpieczeństwa, gdyż na przykład częściej giną w wypadkach samochodowych lub są ofiarami wypadków w pracy.
Wychodzi na to, że po zapowiedzi premiera Donalda Tuska o wydłużeniu obowiązkowego czasu pracy do 67. roku życia, wielu mężczyznom – poza uprzywilejowanymi facetami z mundurówki czy górnikami – przybędzie jeszcze jeden powód do stresu. Ofiary tego stresu bardzo łatwo znaleźć na cmentarzu. Sam nie zdawałem sobie z tego sprawy, dopóki we Wszystkich Świętych nie zacząłem się przyglądać datom na nagrobkach.
Jak się okazuje, wiele osób umiera długo przedtem, zanim mogą pójść po emeryturę do ZUS. Mam wrażenie, że w naszym kraju dyskusja o eutanazji będzie zbędna, bo zanim ludzie dożyjemy do wieku zusowskiego, to mamy dużą szansę rozstać się z tym najlepszym ze światów. A jeśli już zostaniemy emerytami, to przed nami statystycznie jeszcze będą tylko 4 lata życia. Prawda, że ZUS długo nas nie będzie musiał utrzymywać?
Jakie z tego wszystkiego wynikają wnioski? Po pierwsze: nie ma co czekać na emeryturę z realizacją swoich marzeń. Po drugie : trzeba wierzyć, że Stwórca nas zaprogramował na dłuższe niż statystyczne życie. Wiara podobno czyni cuda, ale trzeba jej pomóc. Dlatego znowu zaczynam się odchudzać. A nuż dzięki temu uda mi się pożyć na koszt ZUS? .
Dodano: 21 listopada 2011 (poniedziałek). Autor: marucha. Komentarzy: (7)
Opublikowano w Bez kategorii
W niedzielę razem z rodziną pojechałem do Koszalina, aby zobaczyć nowe dzieło Jerzego Hoffmana. Mogłem sobie podarować, ale byłem ciekaw, jak się udał kolejny film ku pokrzepieniu serc. Tym razem w modnej technologii 3D.
Po pierwsze: jak się patrzy przez te dziwne okulary, to wszystkie postaci na ekranie są wyjątkowo chude i bardzo przypominają bohaterów z komiksów. Może to zamierzone rozwiązanie, bo i fabuła jest komiksowa. Inaczej trudno byłoby wytłumaczyć gwałtowne przeskoki i mało uzasadnione relacje między bohaterami, włącznie z wielką miłością między główną parą .
Po drugie: pod względem fabularnym film jest kopią schematów z Trylogii Sienkiewicza: wielka miłość na tle wydarzeń historycznych; najazd wroga (Armia Czerwona), który pustoszy kraj, a potem naród zrywa się do walki, jednoczy i odpiera wroga pod opieką Boga; przy okazji mamy do czynienia z przeobrażeniem współczesnego Kmicica, który na froncie przechodzi przyspieszoną lekcję antykomunizmu, mając za nauczyciela brutalnego czekistę, świetnie zagranego przez Adama Ferency’ego (najlepsza rola w filmie!) .
Po trzecie: mimo wszystko warto wydać pieniądze na bilet, bo:
- Natasza Urbańska śpiewa kilka ładnych piosenek, a sceny muzyczne z Klubu Oasis są niezłe;
- Można się wzruszyć na scenach pokazujących zryw narodu,
- Wizja Armii Czerwonej i dziczy bolszewickiej jest zaskakująco brutalna i w Moskwie raczej się nie spodoba; u nas robi wrażenie i wydaje się prawdziwa;
- Naturalistyczny obraz wojny z dużą ilością krwi, ze szczurami i bebechami, który oglądamy w zbliżeniu , jest atutem filmu ; niezła jest również Natasza Urbańska, gdy strzela z karabinu maszynowego.
- Publicystyczne wstawki wyjaśniające zawiłości historyczne młodemu pokoleniu nie zostały przedawkowane; a Daniel Olbrychski w roli Piłsudskiego, o dziwo, nie szarżuje.
Dodano: 19 października 2011 (środa). Autor: marucha. Komentarzy: (2)
Opublikowano w Bez kategorii
Tagi: film, hoffman
To już koniec świata. Żeby na odpuście odbywały się loterie. Ludzie przyszli na odpust w parafii św. Maksymiliana Kolbego w Słupsku, aby wrócić do domu z pralką – denerwował się niedawno mój znajomy, który był oburzony tym, że Kościół Katolicki się komercjalizuje.
Początkowo byłem skłonny mu przyznać rację, ale później pomyślałem, że taka loteria przyodpustowa, która była nawet zapowiadana w mediach, to nic złego. Po prostu Kościół wyciągnął wnioski z tego, co się dzieje wokół niego i do czego ludzie są przyzwyczajeni albo od czego są wręcz uzależnieni. Mam oczywiście na myśli zjawisko promocji.
Teraz promuje się bowiem wszystko – od chińskiej zupki i proszku po kandydata na posła lub senatora. Wszystko to produkt, który trzeba ładnie opakować i tak długo zachwalać, aż znajdzie się klient, który towar kupi lub na lansowanego bądź lansującego się kandydata zagłosuje. Ludzie Kościoła nie są głupi, więc zaczęli stosować te same techniki przyciągania uwagi co inni. Może to wydaje się trochę podejrzane moralnie, ale przecież loterie zwykle służą zbożnym celom, więc nawet ten, który przyszedł na odpust tylko po to, aby załapać się na pralkę, przyczyni się w praktyce dla dobra ogólnego. A może przy okazji jeszcze mu coś w głosie zaświta i w następną niedzielę przyjdzie na mszę bez promocyjnego wspomagania?
Dodano: 30 sierpnia 2011 (wtorek). Autor: marucha. Komentarzy: (1)
Opublikowano w Bez kategorii
Tagi: odpust, promocja, slupsk
Choć słoneczna sobota zachęcała do wypoczynku, to obecność Leszka Milera w Słupsku spowodowała, że spora grupa słupskich działaczy lewicy, w tym radni tego ugrupowania , stawiła się w siedzibie SLD. Niektórzy słuchali politycznych prognoz byłego premiera, inni plotkowali o miejskich sprawach. Ponieważ one zawsze mnie interesowały, szybko nastawiłem ucha. Warto było, bo niektóre plotki były zaskakujące , a inne wręcz sensacyjne. Ponieważ te informacje ciągle traktuje w kategoriach plotki, a nie oficjalnego newsa, postanowiłem je umieścić na swoim blogu, aby tak mniej oficjalnie podyskutować, czy one się mogą sprawdzić.
Po pierwsze: prawdopodobnie dr Jan Sieńko, kandydat SLD na senatora nie weźmie udziału w najbliższych wyborach. Ponoć przeszkodą są jego kłopoty zdrowotne. Z tego względu trwają już poszukiwania innego, znanego i merytorycznego kandydata, który byłby się w stanie zmierzyć z senatorem Kazimierzem Kleiną z PO, którego lewica uważa za najpoważniejszego przeciwnika. Jak usłyszałem, o mandat senatora nie chce zabiegać Maciej Kobyliński, prezydent Słupska, który woli być samorządowcem. Stąd trwają próby namówienia do ubiegania się o ten mandat Jana Ryszarda Kurylczyka , byłego wojewody pomorskiego z ramienia SLD. Jeszcze nie wiadomo, czy to się uda.
Po drugie: podobno Krzysztof Sikorski, wiceprezydent Słupska z ramienia PO ma ochotę połączyć dwa podległe mu w ratuszu wydziały – Wydział Kultury i Wydział Oświaty. – To jest jego sposób na pozbycie się dwóch dyrektorów (Bogdana Leszczuka i Jerzego Barbarowicza) i wsadzenie na ich miejsce człowieka PO – mówią radni lewicy, którzy nie ukrywają, że ten pomysł im się nie podoba.
Po trzecie: w ratuszu znów wracają pomysły dotyczące prywatyzacji spółek miejskich, bo prezydent Maciej Kobyliński szuka pieniędzy na inwestycje i zamknięcie tegorocznego budżetu miasta. – W mieście brakuje pieniędzy. Dyrektorzy miejskich placówek już otrzymali wskazówki , aby się wstrzymać z wydatkami, które nie są konieczne – dodają radni i inni działacze lewicy, sprawujący funkcje kierownicze. Niektórzy z nich mówią, że koniec roku budżetowego w tym roku może być gorszy nic w ubiegłym roku. Usłyszałem nawet, choć nie chce mi się w to wierzyć, że dziura budżetowa, czyli różnica między dochodami a wydatkami może wynieść nawet ponad 20 milionów złotych. Niektórzy moi rozmówcy przewidują wręcz, że w tym roku dojdzie do zwolnień pracowników w ratuszu, choć z moich informacji wynika, że nic na to jeszcze nie wskazuje.
Dodano: 21 sierpnia 2011 (niedziela). Autor: marucha. Komentarzy: (6)
Opublikowano w Bez kategorii
Jeśli się nic nie zmieni w planach Grzegorza Napieralskiego, to były premier Leszek Miller zostanie liderem listy wyborczej SLD w okręgu słupsko-gdyńskim. To będzie duża zmiana w naszym, nieco sennym i od lat ułożonym okręgu wyborczym, bo dawno nie pojawiła się w nim taka polityczna gwiazda. Co prawda Miller jest już zaliczany do grupy dinozaurów lewicy, ale chyba jeszcze może politycznie namieszać w naszym regionie.
Piszę “chyba”, bo ostatnie lata w Pomorskiem były czasem dominacji polityków Platformy Obywatelskiej i PiS. Reprezentacja SLD, poza tragicznie zmarłą w katastrofie smoleńskiej Izabellą Jarugą-Nowacką i eurodeputowaną Joanną Senyszyn, nie należała do najmocniejszych. Ten brak ciekawych i pociągających wyborców osobowości sprawił, że znaczenie lewicy malało, a na przykład Słupsk, przez lata uznawany za czerwone zagłębie, zmienił barwy polityczne, choć nadal wybory prezydenckie systematycznie wygrywa związany z lewicą prezydent Maciej Kobyliński.
Czy obecność Leszka Millera na liście wyborczej może coś zmienić? Moim zdaniem tak, bo jednak wśród starszych wyborców lewicowych cieszy się on wciąż uznaniem. Mogą więc na niego gremialnie głosować, co może się przełożyć na sukces wyborczy lewicy, tym bardziej że tym razem po lewej stronie nie będzie wewnętrznej konkurencji w rodzaju SdPL.
Ponadto siła oddziaływania Millera może być także dużą próbą dla Platformy Obywatelskiej, która w ostatnich wyborach przejmowała część elektoratu SLD, bo wyborcy lewicowi, aby nie dopuścić do sukcesu wyborczego PIS, często głosowali na kandydatów PO, którzy mieli większą szansę na zwycięstwo niż kandydaci SLD. Teraz nie da się wykluczyć, że pod wpływem gwiazdy Millera może dojść do przepływu elektoratu w przeciwnym kierunku. Wychodzi więc na to, że politycy PO tym razem będą się musieli trochę napocić, aby zachować swoje pozycje. Spory problem może mieć na przykład poseł Zbigniew Konwiński z PO, jeśli część wyborców lewicowych go zdradzi, mogąc głosować na Millera.
Z kolei obecność Millera może być wygodna dla kandydatów PIS, którzy pewnie zaczną się odwoływać do retoryki antykomunistycznej. W samym Słupsku natomiast posłanka Jolanta Szczypińska (PiS) może mieć problem z Dorotą Gardias, byłą szefową Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych, która wyraźnie wzmocni listę lewicy i będzie walczyła o elektorat związany ze służą zdrowia. Nie jest więc wykluczony ostry bój między dwiema pielęgniarkami i dwoma spojrzeniami na ochronę zdrowia w naszym kraju.
Dodano: 31 lipca 2011 (niedziela). Autor: marucha. Komentarzy: (3)
Opublikowano w Bez kategorii
Tagi: lewica, Miller, Słupk, wybory
Gdy w sobotę przez cały dzień w “Jedynce” Polskiego Radia słyszałem powtarzane co kilka minut zaproszenie na galę operową w Dolinie Charlotty, pomyślałem, że już wiem, kto powinien zajmować się promocją Słupska i regionu słupskiego. Tym człowiekiem jest Mirosław Wawrowski, dyrektor Doliny Charlotty, kiedyś bardziej znany w regionie jako Doktor Pomidor.
Co prawda interes z pomidorami nie wypalił, ale być może dobrze się stało, bo dzięki temu przekonaliśmy się, że mamy w regionie człowieka, który potrafi wypromować od zera na cały kraj, a nawet już poza granicami Polski wielkie przedsięwzięcia rozrywkowe. Pierwszym pomysłem Wawrowskiego był Festiwal Legend Rocka, który w tym roku będzie miał już piątą edycję. Choć początkowo wydawało się, że rzuca się z motyką na słońce, to jednak okazało się, że znane w Polsce zachodnie gwiazdy rocka z chęcią zaczęły przyjeżdżać na festiwal do Doliny Charlotty. Na dodatek są to gwiazdy coraz większego formatu, jak choćby zespół Deep Purple, który wkrótce wystąpi w amfiteatrze w Strzelinku.
Oczywiście można cynicznie powiedzieć, że legendy rocka pojawiają się u nas, aby rozszerzyć swój rynek pracy i zbytu, ale z pewnością nie pojawiłyby się u nas, gdyby warunki, jakie oferuje Dolina Charlotty, nie były dla nich satysfakcjonujące. Oprócz doskonałego położenia amfiteatru i ekskluzywnego hotelu, jakim dysponuje Dolina Charlotty, nie bez znaczenia jest także to, że festiwal jest nagłośniany przez radiową “Jedynkę”, dla której jest on jedną z flagowych imprez letnich, a nagrywane wówczas materiały jeszcze przez wiele miesięcy są wykorzystywane podczas muzycznych audycji “Jedynki”. W efekcie powstał mechanizm, który na stałe wpisał Festiwal Legend Rocka do letniego kalendarza ogólnopolskich wydarzeń kulturalno-rozrywkowych. A to wielkie osiągnięcie, które, sądząc po rosnącym zainteresowaniu festiwalem, stało się magnesem przyciągającym turystów i wczasowiczów do naszego regionu. A o to przecież chodzi w promocji regionu i eksportowej marki, jaką z pewnością jest już Dolina Charlotty.
Nie jest wykluczone, że ten sam mechanizm pomoże wykreować kolejną imprezę, która w nocy z soboty na niedzielę zadebiutowała w Dolinie Charlotty. Mam na myśli Wielką Galę Operową “Charlotta Classica”, którą w radiowej “Jedynce” popularyzował sam Adam Rozlach, główny komentator wydarzeń związanych z muzyką klasyczną w Polskim Radio.
I nie da się ukryć, że jego miłe słowa dla debiutanta w tej odmianie letniej rozrywki nie były wygłaszane na wyrost, bo impreza została zorganizowana na wysokim poziomie i była zapięta na ostatni guzik. W nocnym amfiteatrze sprawdziły się nie tylko sprowadzone z Wiednia dekoracje operowe, ale także zbudowany z operowych hitów program, w którym brylowali doskonale przygotowani soliści, festiwalowy chór i słupska orkiestra, choć przygotowanie ponad 30 utworów wykonywanych przez blisko cztery godziny było dla jej muzyków dużym wyzwaniem. Jak na debiut dopisała także publiczność, bo na galę przybyło ponad 2 tysiące melomanów, którzy żywo reagowali na najlepsze wykonania arii operowych. Przy okazji można się było przekonać, że przyjechali do nas bardzo utalentowani soliści operowi jak Julia Iwaszkiewicz czy Przemysław Borys i Marian Talaba. Ci ostatni podbili publiczność wspólnym wykonaniem “O sole mio”. Melomanom także bardzo się podobał małżeński duet Moniki i Wojciecha Dyngoszów, którzy rewelacyjnie i bawurowo zaśpiewali “Koty” Rossiniego. Stąd chyba wniosek, że w następnych edycjach “Charlotta Classica” powinna zaproponować więcej elementów operetkowych, które bardziej by rozgrzały nieco zmarzniętych słuchaczy. Mimo to dziękuję za bardzo udany wieczór i liczę na więcej. W przyszłym roku.
Dodano: 17 lipca 2011 (niedziela). Autor: marucha. Komentarzy: (5)
Opublikowano w Bez kategorii
Ci, którzy uważali, że Platforma Obywatelska całkowicie sprzedała się prezydentowi Słupska , podczas środowej sesji Rady Miejskiej mogli się przekonać, że jak chce, to potrafi pokazać siłę i umie twardo powalczyć o swoje.
Wyraźnie na trzy ręce radni PO zagrali w sprawie absolutorium dla prezydenta za wykonanie budżetu w 2010 roku. Tutaj w PO każdy zagrał, jak chciał. Najtwardsi zawodnicy z tego klubu ( radni: Anna Bogucka-Skowrońska, Zdzisław Sołowin i Jan Lange) zagłosowali rękę w rękę z radnymi PiS, którym najbardziej zależało, aby prezydent Maciej Kobyliński nie dostał absolutorium. Młodzi, przynajmniej jeśli chodzi o staż w samorządzie radni PO oraz najsprytniejszy radny z tej grupy (Bogusław Dobkowski) na wszelki wypadek wstrzymali się od głosu, a radna Karolina Cetera zagłosowała tak jak lewica, czyli zdecydowanie odrzuciła wniosek o nieudzielenie absolutorium prezydentowi. Jednym słowem: pełna demokracja, pluralizm i każdy postępuje zgodnie ze swoimi interesami. I nie ma się co dziwić, bo tak naprawdę obecnie absolutorium ma tylko wartość symboliczną, bo nawet gdy prezydent go nie dostanie, to i tak może rządzić dalej. Cynicznie rzecz biorąc: można sobie je odpuścić.
Za to radni PO nie odpuścili sobie głosowania w sprawie zatwierdzenia wyboru Tomasza Franciszkiewicza na skarbnika miasta, na czym z pewnością zależało prezydentowi Maciejowi Kobylińskiemu, bo sam tego kandydata wybrał i już po raz drugi próbował ten wybór zatwierdzić. Pierwszy raz chciał to zrobić już maju, ale jak się zorientował, że PO ten kandydat nie pasuje, to projekt uchwały wycofał z programu obrad. Może myślał , że się w sprawie Franciszkiewicza z PO dogada? Wyszło, że się nie udało, bo na tej sesji radni PO ręka w rękę z radnymi PIS oraz grupą Krystyny Danileckiej-Wojewódzkiej powiedzieli twardo nie. – PO w Bytowie nie popiera tego człowieka, to my go też nie poprzemy – usłyszałem w kuluarach ratusza od ważnego działacza słupskiej PO. Nie jest wykluczone, że partia ma swojego kandydata na to stanowisko, ale na razie oficjalnie nikt nic nie mówi.
Po raz drugi radni PO postawili się dzisiaj prezydentowi, gdy doszło do dyskusji i głosowania nad koncepcją spółki, która miała się zająć promocją miasta, przygotowaną przez czterech wybrańców prezydenta miasta. Tym razem także radni PO nie pozostawili złudzeń prezydentowi. Wyraźnie – tak jak i inni radni – dali mu do zrozumienia , że nie chcą, aby za miejskie pieniądze powstała maszynka do promowania pana prezydenta.
To chyba musiało zdenerwować pana prezydenta, który w tym czasie był już w drodze do Brukseli i chyba się nie spodziewał,że radni pomieszają mu w jego planach. W każdym razie w ratuszu pod wieczór rozeszła się plotka, że prezydent Kobyliński przy pomocy sms-a zwolnił Krzysztofa Sikorskiego, swojego zastępcę z Platformy Obywatelskiej, który zdaniem części radnych był w tym czasie wyraźnie zdenerwowany.- Pan prezydent uprzedził mnie telefonicznie, że mogę usłyszeć takie pytanie od dziennikarzy. Widzi pan, ja nadal pracuję i podpisuję dokumenty – powiedział mi Sikorski, gdy go zapytałem, czy w tej plotce może być coś na rzeczy.
Wychodzi na to,że PO trzyma się mocno. Może w ten sposób chce odbudować nadszarpniętą reputację? A może to tylko chwilowa, taktyczna zmiana, aby w przyszłości więcej ugrać z prezydentem Kobylińskim? Pożyjemy, zobaczymy.
Dodano: 29 czerwca 2011 (środa). Autor: marucha. Komentarzy: (4)
Opublikowano w Bez kategorii
Tagi: absolutorium, Kobyliński, PO, slupsk
Premier Donald Tusk jest w czepku urodzony.Gdy ekonomiści zaczęli już mówić o złej sytuacji gospodarczej kraju, SLD przypiera go do muru w sprawie związków partnerskich i in vitro, a PiS przestał epatować tragedią smoleńską, nagle ojciec Rydzyk,szef Radia Maryja wyskoczył w Parlamencie Europejskim ze stwierdzeniem, że żyje w „niecywilizowanym kraju”, w którym pod rządami PO zapanował totalitaryzm i że w ogóle od 1939 roku Polską nie rządzą Polacy. Przy okazji obraził eurodeputowaną PO Danutę Huebner, która nazwał „córką ubowca”, bo jej ojciec przez kilka lat pracował w UB.
Lepszego prezentu Platformie Obywatelskiej nie mógł zrobić, bo nie tylko zdrowo przesadził, mówiąc o naszym kraju, że jest totalitarny. To, co było za czasów Stalina, Bieruta czy Gomułki? Jednocześnie doprowadził do tego, że PIS z pewnością wejdzie w rolę obrońcy niezrównoważonego zakonnika, co będzie wodą na młyn dla różnego rodzaju antyklerykałów. Na dodatek ojciec Rydzyk postawi w bardzo trudnej sytuacji polski Episkopat, który nabrał wody w usta i na razie próbuje przemilczeć tę niewygodną sytuację. Za to Donald Tusk będzie mógł z łatwością udowodnić, że nie zmierza się kłaniać księżom. Do tego jeszcze będzie mógł przeprowadzić międzynarodową akcję dyplomatyczną, żądając od Watykanu interwencji w sprawie ojca Rydzyka. Nic dziwnego, że Radek Sikorski, minister spraw zagranicznych wysłał już poprzez ambasadora stosowną notę do służb dyplomatycznych papieża.
Tym sposobem główny wątek polityczny na czas sezonu ogórkowego został ustalony. Dzięki niemu bez specjalnych starań PO znowu zyska dodatkowe punkty, a PIS i cała prawicowa opozycja pozaparlamentarna (jeśli w ogóle taka jeszcze istnieje) straci czas na udowadnianiu, że walczy o słuszną, choć z góry przegraną sprawę. Natomiast ważne pytania o to, co się dzieje w kraju i dokąd tak naprawdę zmierzamy,zostaną zmarginalizowane. I to za sprawą kilku nieprzemyślanych zdań.
Dodano: 26 czerwca 2011 (niedziela). Autor: marucha. Komentarzy: (1)
Opublikowano w Bez kategorii