Nadchodzi czas niedouków
Po akcji likwidacji szkół w całym kraju, którą na szeroką skalę przeprowadzają właśnie samorządy, na horyzoncie pojawia się następna. Tym razem chodzi o zmiany, które od września czekają licea ogólnokształcące. Zgodnie z planami rządowymi od nowego roku szkolnego mają one mieć charakter bardziej specjalistyczny. Efekt będzie taki, że dojdzie do ostrego cięcia godzin nauczania przedmiotów na poziomie podstawowym.
Rzecz w tym, że licealiści już w pierwszej klasie będą musieli wybierać profil kaształcenia. W efekcie 15-latki będę już decydować, czy chcą być humanistami, inżynierami czy ekonomistami. W rezultacie jeśli wybiorą nauki ścisłe, w praktyce przestaną się uczyć przedmiotów humanistycznych. I na odwrót.
Z tego powodu dojdzie do zasadniczego przeobrażenia programu nauczania w liceum. Ubędzie lekcji w nauczaniu podstawowym, a przybędzie godzin rozszerzonych.
Zdaniem ekspertów oświatowych nowy program, który wymyśliła byla minister oświaty Katarzyna Hall, spowoduje, że w liceum dojdzie m.in. do znaczącej redukacji godzin nauczania historii ze 150 do 60. Tak będzie oczywiście w klasach, które wybiorą zwolennicy przedmiotów ścisłych. Jeszcze większe cięcia będą dotyczyć biologii czy fizyki w klasach humanistycznych. W tym przypadku przez całe liceum uczniowie mogą mieć zaledwie po 30 godzin obu przedmiotów .Resztę wiedzy z tych przedmiotow licealiści będę uzupełniać w ramach tzw. bloków tematycznych.
Zdaniem wielu nauczyli licealnych wdrożenie tej reformy spowoduje, że zasób wiedzy ogólnej, którą będą sobie przyswajać licealiści, zostanie znacznie ograniczony. Stąd z góry można założyć, że już za kilka lat polscy uczniowie przestaną się wyróżniać na korzyść na tle swoich rówieśników z Zachodu i USA, gdzie redukcję materiału nauczania wdrożono już dawno.
Te zmiany dość często uzasadnia się tym, że szkoła nie ma już uczyć wiedzy, którą łatwo można sobie znaleźć w internecie, ale tego , jak się uczyć i rozwiązywać we współpracy z innymi różne problemy. Niby to jest logiczne, ale obawiam się, że większość młodych, jak nie będzie musiała, to nigdy o wielu sprawach nic się nie nauczy. W ten sposób szybko będzie rosła ogromna rzesza osób niedouczonych. A może właśnie o to chodzi?



3 lutego 2012 (piątek), godz. 18:24
Panie Zbyszku “produkcja” niedouków trwa od woielu lat i to na wszystkich pozimach również tym wyższym. Efekty są już widoczne w biurach, urzędach , spółkach itd.
Właściciele dyplomów w większości, uczelni mają poważne problemy z wykazaniem wiedzy na poziomie technika czy zawodu.
Rynek brutalnie weryfikuję pracowników (nie dotyczy urzędników z tzw (łupów politycznych).
Jest poważny problem uważam, że w oświacie należy
zachować tradycje sprawdzone np. jak w Angli.
Reforma co kilka lat to nieporozumienie!
zochwać
3 lutego 2012 (piątek), godz. 23:34
Interesujące, bo ja już grubo ponad 30 lat temu idąc do liceum musiałem wybierać profil kształcenia i głowę bym dał, że nie było to efektem reformy min. Hall.
Kolejna ciekawostka, to fakt, że polscy uczniowie wyróżniają się na korzyść na tle swoich rówieśników z Zachodu i USA. Mówiło się tak za tzw. komuny, ale ta komuna upadła dawno temu, a potem nastąpił zimny prysznic, gdy okazało się, że wśród badanych krajów mieliśmy najwyższy odsetek analfabetów funkcjonalnych. Od tamtej pory uczyniliśmy wprawdzie znaczne postępy ale nie wiedziałem, że aż tak ogromne, że polscy uczniowie zdecydowanie prześcignęli swoich rówieśników z Zachodu i USA i dopiero wstrętne platformerskie rządy odwracają ten stan rzeczy.
4 lutego 2012 (sobota), godz. 0:19
Panie Andy, na szczęście znam sporo dzieciaków, które miały kontakt z oświatą na Zachodzie już po komunie i także wtedy były lepsze od miejscowych uczniów, choć pewnie nie wszystkie, bo nie ma co uogólniać. Niestety, teraz w szkołach się coraz mniej uczy, a więcej czasu się traci na ćwiczenie testów i wypełnianie elektronicznych dzienników.
4 lutego 2012 (sobota), godz. 11:05
Panie Zbigniewie, ma pan całkowitą rację pisząc, ze nie należy uogólniać wyjątków, których pan wspomina. Dlatego ja nie opieram się na opiniach znajomych dzieciaków, tylko sięgam do wyników badań, co panu również polecam. Polecam stosowny link
http://www.facebook.com/note.php?note_id=53209866190
6 lutego 2012 (poniedziałek), godz. 15:08
A ja sobie tak myślę, że może właśnie dobrze, że okraja się ilość wiedzy (oby nie ze stratą dla jej jakości). Od dawna słyszę narzekania, że programy nauczania przeładowane, a praktyczne umiejętności nie wyćwiczone. Poza tym patrząc tak zupełnie globalnie, to nie może być tak, że wszyscy są super wykształceni i mądrale. A kto będzie pracował jako hydraulik i szewc? To, że dziś wielu magistrów siedzi na bezrobotnym to skutek nadmiernego chyba wyedukowania społeczeństwa? Gdyby część absolwentów miała po prostu dobre zawodowe wykształcenie to nie brakowały tylu rąk do pracy w konkretnych zawodach. A tak każdy chce pracować w ciepełku i czysto mieć (co mnie wcale nie dziwi) bo nie po to studiował żeby teraz zna kasie w realu tkwić. No ale ktoś na tej kasie musi pracować przecież ….
Może nie mam racji, ale taka mnie naszła refleksja w temacie
pozdrawiam:)
6 lutego 2012 (poniedziałek), godz. 15:37
Nie mylmy jednego z drugim. Dobre szkoły zawodowe są potrzebne i szkoda, że je likwidowano zamiast zmieniać i przystosowywać do nowych potrzeb rynkowych. Natomiast szybka specjalizacja w szkolnictwie ogólnym spowoduje, że młodzi ludzie będą mieli duże kłopoty, gdy pod koniec liceum zechcą jednak studiować na innym kierunku niż planowali pierwotnie. A może chodzi o to, aby rozwinął się rynek korepetycji?